Od kiedy pracujesz jako instruktor?
Uprawnienia instruktora kat. B uzyskałem w 2004 roku, a trzy lata później zostałem instruktorem w kategorii C i C+E. To już sporo lat za kierownicą, ale zapał do pracy z ludźmi mam nadal taki sam jak na początku.
Dlaczego zdecydowałeś się na tę pracę?
Bo lubię ludzi. Cenię sobie kontakt z kursantami, a praca instruktora daje mi możliwość realnego wpływu na ich rozwój i bezpieczeństwo na drodze.
Co najbardziej lubisz w tej pracy?
Widzieć efekty swojej pracy. Gdy ktoś zaczyna od zera, a potem samodzielnie ogarnia jazdę dużym pojazdem – to daje ogromną satysfakcję.
A co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w trakcie szkolenia?
Praca ze stresem kursanta. Wiele osób potrafi technicznie jeździć bardzo dobrze, ale stres na egzaminie czy nawet w codziennych sytuacjach w czasie kursu potrafi ich zablokować. Staram się pomagać im w opanowaniu emocji.
Jak według Ciebie najlepiej przygotować się do egzaminu?
Przede wszystkim – nie bać się. Trzeba potraktować egzamin jak wyzwanie, nie jak wyrok. Poczucie, że „to tylko sprawdzenie umiejętności” naprawdę robi różnicę.
Co uważasz za najtrudniejsze zadanie egzaminacyjne?
Manewry na placu. Wymagają precyzji, cierpliwości i spokoju. A presja egzaminacyjna wcale tego nie ułatwia.
Najprostszy, a często popełniany błąd?
Brak upewnienia się przed ruszeniem. To podstawowa zasada, a mimo to bardzo często pomijana – głównie przez stres i pośpiech.
A prywatnie – co robisz poza pracą?
Lubię spędzać czas aktywnie – jeżdżę na rowerze, a kiedy mam wolne, wybieram góry. Oglądam też siatkówkę i czytam książki, szczególnie kryminały i literaturę historyczną.
Jeśli chodzi o muzykę – zdecydowanie rock.
A kulinarnie?
Krewetki – bezkonkurencyjnie!



